KORSYKA i SARDYNIA - wyspy na poziomie

Termin:
08.06.2009 – 06.07.2009

Uczestnicy: Lucyna i Igor Czajkowscy

Dystans pokonany rowerem: 1650 km

Słowem wstępu:
"Obiecuję Ci Igor, że w tym roku pojeżdżę. Sama wiem, co było w zeszłym roku na Krymie dlatego w tym roku przygotuję się kondycyjnie." Te słowa wypowiedziała Lucyna w lutym tego roku. W rezultacie w kwietniu 3 dni oswajała się z rowerem poziomym z dolnym sterowaniem, a 7 czerwca o 8:00 rano siedzieliśmy w samochodzie w drodze do Livorno, by wyruszyć stamtąd na podbój Korsyki i Sardynii. Nasze obawy budził nie tylko nasz (a zwłaszcza Lucyny brak przygotowania), ale też leżące z tyłu samochodu rowery poziome. Jak się spiszą na górzystej Korsyce? Czy będziemy prowadzić pod każdą górkę? Myśli kotłowały się w naszych głowach. Naszym głównym celem tegorocznego wyjazdu - oprócz odpoczynku oczywiście – był test dwóch konstrukcji poziomych. Rower Lucyny, model „Tour” to rower z pełną amortyzacją, górnym sterowaniem i kołami tył - 26 cali, przód - 20 cali. Rower Igora, model „Enduro” jest konstrukcją na kołach 26 cali również z pełną amortyzacją. Igor na swoim zdążył przejechać już kilkaset kilometrów i wystartować w dwóch maratonach MTB. A rower Lucyny został złożony 10 godzin przed wyjazdem. I to chyba tyle tytułem optymistycznego wstępu…

Dlaczego Korsyka i Sardynia? Sardynia dlatego, że jest blisko Korsyki. A Korsyka? Zanim zrobiliśmy na niej kilka kroków była dla nas tak jak pewnie i dla wielu innych osób – jedną z wysp na Morzu Śródziemnym. Ale jeśli ktoś spędzi tam chociaż tydzień – będzie chciał wracać. Będzie tęsknił jak za domem, za ukochaną osobą, za czymś magicznym.
Korsyka jest rewelacyjna, poruszająca swym pięknem i różnorodnością, niejednokrotnie zaskakująca; Sardynia jest inna: niewiarygodnie kręte i wąskie uliczki górskich wiosek, przemiłe spotkania z ludźmi i cudowne plaże na wschodnim wybrzeżu.

Zastanawiamy się czy nie nazwać tego wyjazdu jako najlepszego jak do tej pory. Przepiękne dwie wyspy, cały dystans pokonany rowerami, bez żadnej kontuzji i innych złych zdarzeń po prostu super!
Test rowerów poziomych wypadł znakomicie, aż nadspodziewanie dobrze, bo obawialiśmy się przedtem podjazdów na rowerach poziomych obciążonych sakwami. Nie dość, że podjechaliśmy 99,9% wszystkich podjazdów, w tym na kilka przełęczy o wysokości powyżej 1000 m n.p.m., to po całym dniu jazdy nie czuliśmy się zmęczeni i obolali. Lucyna po powrocie powiedziała, że nigdy więcej nie wsiądzie na inny rower.

I znowu mamy kilka „naj” do naszej prywatnej listy:
- droga z Calvi do Cargese – najpiękniejsza droga jaką jechaliśmy (Korsyka)
- Bonifaccio – jedno z najpiękniejszych miast na świecie (Korsyka)
- Cala Luna – najpiękniejsza plaża na świecie (Sardynia)
- najpiękniejszy widokowo zjazd z Col de Sorba do Vivaro (Korsyka)
- najpiękniejszy region Korsyki – Castagniccia (Korsyka)
- najpiękniejsze malowidła uliczne – murales w Orgosolo (Sardynia)

Po tym wyjeździe wiem już, że nie można wierzyć przewodnikom. A przynajmniej temu o Korsyce! Żaden przewodnik, najlepszy album nie oddadzą tego co na tej wyspie zobaczysz na własne oczy!

Jeśli ktokolwiek z Was otrzyma kiedyś kartkę z pozdrowieniami z Korsyki to niech nie myśli, że jest ona upiększona w PhotoShopie – tam naprawdę tak jest!

Pokonaliśmy w sumie 1650 km rowerem, z czego 860 na Korsyce i 790 na Sardynii.

Kliknij tutaj by zobaczyć szczegółową mapę wyprawy