Wbrew wszystkiemu
Termin:
6.10.-6.11.1998

Uczestnicy:
Igor Czajkowski

Dystans pokonany rowerem:
2100 km

To była bardzo trudna wyprawa z dwóch powodów. Po pierwsze trudności piętrzyły się podczas przygotowań, a kulminacją tego było zaginięcie mojego paszportu, który z wbitą wizą wysłany został listem poleconym z Ambasady Madagaskaru w Bonn na kilka dni przed wylotem. Na szczęście udało się zmienić termin wylotu i załatwić nowy paszport w dwa tygodnie, ale kosztowało to sporo nerwów.

Po drugie była to samotna wyprawa i tym razem zupełnie w nieznane. Niewiele udało mi się dowiedzieć przed wyjazdem co do możliwości pokonania niektórych odcinków trasy rowerem, w tym możliwości znalezienia noclegów po drodze, itd., choć bardzo pomocne okazały się informacje uzyskane od Ojców Oblatów. Było też trudno o tyle, że znajomość języka angielskiego wśród miejscowych jest bliska zeru. No i były wreszcie takie odcinki drogi, gdzie rowerem nie dało się jechać, bo albo był to grząski piasek albo droga usłana była kamieniami. Były też spektakularne odcinki jak 41-kilometrowa, gruntowa droga przez pustynię. Udało mi się też wjechać rowerem na trzeci pod względem wysokości szczyt na wyspie: Tsiafajavona 2643 m n.p.m.

Ale wyprawa ta utkwiła mi w pamięci przede wszystkim dlatego, że Czerwona Wyspa jest tak niezwykła przyrodniczo. Większość gatunków fauny i flory tu występującej jest unikalna, co miałem okazję zobaczyć w kilku parkach narodowych. Poza tym jest to fascynujący kraj ze względów etnograficznych i kulturowych. Jest tak barwny, że nazywanie go Czerwoną Wyspą jest trochę niesprawiedliwe.